sobota, 5 listopada 2016

O Sambrze - ostatnia część opowiadania




Na otwartym polu uwielbiała wypuścić się za zającem , a ja specjalnie jej nie odwoływałam , bo wracala za chwilkę gdy tylko zając czmyhnął …  A ona raczej nie nalegała na dalsze poszukiwania - chodziło o to by "gonić kroliczka a nie by go złapać" .  Za to jej reakcja na  inne większe zwierzęta  była zadziwiająca…
Jechaliśmy kiedyś zastępem czterech koni prostą i wąską drogą przez las  a Sambra jak zwykle otwierała zastęp. Nagle zatrzymała się w miejscu, konie powpadały na siebie i już miałam wrzasnąć na nią gdy  z lewej strony ukazała się chmara saren , kilkanaście sztuk bezszelestnie przeskoczyło nam przed nosem i zniknęło w lesie . Trwało to chwilę i nawet nie zdążyłam wydać żadnej komendy bo natychmiast uświadomiłam sobie , że komenda w takiej sytuacji jest bez sensu. Uformowaliśmy zastęp i zaczęłam nawoływać Sambrę , po czym ktoś mi uświadomił , że ona stoi sztywna jak posąg  w pobliskich krzakach , z nosem zwróconym w stronę gdzie zniknęły sarny. 
Sambra  wypełniła  zadanie – ostrzegła nas przed zbliżającymi się zwierzętami, a następnie przyjęła postawę bojowo-ostrzegawczą gdyby należałoby podjąć jakiekolwiek kroki.

Innym razem gdy byłam w lesie  na samotnej konnej przejażdżce z Sambra nie zauważyłam pijaka , który nagle chwycił mojego konia za wodze i coś chciał powiedzieć , ale koń spłoszony uskoczył i mnie poniósł … w takiej sytuacji nie było czasu na wydawanie komend , bo wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy… Ja przerażona zajściem próbowałam zatrzymać konia , a pies został za mną i  ujadał jak wściekły … Gdy odzyskałam kontrolę nad koniem i odwróciłam się aby nakrzyczeć na faceta … nie było już sensu , on leżał  a pies  zjeżony okrążał go powoli , więc gość  na wszelki wypadek leżał dalej na ziemi. Zawołałam Sambrę , ale ona zdenerwowana dalej  pilnowała pijaczka… Musiałam podjechać bliżej – co nie było łatwe , bo koń wciąż się wspinał  i krzyknąć na nią aby oprzytomniała. Facet coś tam bełkotliwie i płaczliwie tłumaczył , że on chciał tylko pogłaskać konika… Tak, pośrodku pustego lasu … Uff… Sambra była zjeżona cała powrotną drogę do stajni …. A ja .. a ja dopiero uspokoiłam się po powrocie do domu. 

Kochana Sambra … gdy miała swój pierwszy i jedyny miot zachowała się jak profesjonalistka – od godziny 8 rano do godziny 18 urodziła 12 pięknych szczeniąt – bez histerii i emocji. Po prostu wstawała , rodziła, czyściła , kładła się dalej . Ale gdy szczeniaczkom zaczęły się wyrzynać ząbki … o co to to nie .. Sambra wróciła na swoje legowisko i nawet gdy szczenięta piszczały z głodu , patrzyła na mnie znacząco : „Ja swoje już zrobiłam , teraz twoja kolej „ musiałam się bardzo nabiedzić aby przekonać ją do powrotu  do kojca. Owszem wytrzymywała tyle tylko aby je nakarmić i potem natychmiast wracała na swoje łóżeczko. Teoretycznie szczenięta już były samodzielne i mogły być karmione wyłącznie stałymi pokarmami , ale zależało mi aby jak najdłużej dostawały mleko matki. A skoro mnie zależało , no to ja musiałam się napocić aby jeszcze tę suszą matkę  do tego przekonać …

Zawsze byłam przekonana , że Sambra to uśmiechnięta twardzielka i niczym sie nie przejmuje… Pewne wydarzenie spowodowało , że zmieniłam zdanie. Otóż jeździłam z  koleżanka i naszymi końmi na kilkudniowe treningi  do wspaniałego trenera Jurka Krukowskiego do Rakowca. Zabierałam oczywiście i Sambrę , która nie sprawiała nigdy żadnych problemów. Któregoś razu inna koleżanka chciała się z nami zabrać i niestety dla psa zabrakło w samochodzie miejsca , a nie chciałam jej pakować do przyczepy z końmi. Okazało się jednakże , że tego samego dnia do Rakowca wyrusza z koniem inna koleżanka i jedzie sama , więc Sambra bez problemu zmieści się w jej aucie.  Jak postanowiłyśmy tak zrobiłyśmy … Sambra przyjechała z moją koleżanką wieczorem do stajni ,a gdy  ta otworzyła samochód  pies wyskoczył i zniknął w ciemnościach. Wołałam i wołałam , wreszcie zobaczyłam Sambrę  jak wpada do stajni , w panice przebiega , mija mnie dzikim pędem i znów znika w ciemnościach… W ogóle mnie nie zauważyła! Koleżanka , którą Sambra znała od kilku lat , opowiadała że  bez problemu wskoczyła do jej samochodu , podczas drogi była trochę niespokojna , ale pozostawała w części bagażowej , nie próbując przeskoczyć rzędu siedzeń … Gdy Sambra mnie wreszcie dostrzegła , zziajana usiadła i zaczęła dygotać jakby wyciągnięta z zimnej wody. Następnego dnia po treningu w pokoju zastałyśmy prawdziwy Armagedon – wszystkie nasze torby zostały przez Sambre rozpakowane , rzeczy rozwleczone po pokoju, ona zaś sama spała w moim wybebeszonym łózku… O dziwo , gdy wszystko uprzątnęłyśmy okazało się , że nic a nic nie zostało zniszczone, tylko niektóre moje ubrania były lekko wilgotne , jakby przeżute …  Następnego dnia powtórzyło się to samo , więc już na następny trening musiałam ją zabrać ze sobą  i Sambra przesiedziała ponad  godzinę w zimnej hali opatulona w końską derkę … ale to był jej  szczyt szczęścia. Minęło sporo czasu gdy Sambra uspokoiła sie i przestała mnie w maniacki sposob pilnować.  W ten sposób dowiedziałam się jak bardzo wrażliwa jest Sambra – ona była przekonana , że została wywieziona w nieznane , że zniknęłam z jej życia i już nigdy się nie pojawię… 

Gdy  cicho odeszła  z tego świata Duma , Sambra jakby nie zauważyła że zniknął pies , który był z nią całe życie … więc  bardzo obawiałam się wprowadzenia kolejnego psa do naszej rodziny.  Sambra wydawala sie być wyzutym z emocji zakapiorem , który twardą łapą sprawował władzę w psim stadzie.  Przywieźliśmy malutką Borę , z duszą na ramieniu wypuściłam ją w ogrodzie a z domu wybiegła Sambra … Akurat przechodził obok kocur  i zjeżył się na widok szczeniaka , prychnął i już chciał spuścić lanie malutkiej , gdy wtem Sambra wypadła jak strzała i przekotłowała kota…  Od tamtej pory kot musiał bacznie wystrzegać się Sambry  i nigdy przenigdy w jej obecności nie mógł przejść środkiem pokoju , zbliżyć się do psich legowisk lub misek.  Wcześniej – przed przybyciem Bory kot mógł i zresztą robił co chciał … Teraz  Sambra mu dobitnie powiedziała , że koniec z tym a Bora znajduje sie pod jej - Sambry opieką. .  Dla malutkiej Bory Sambra stała się całym światem , wtulała się w nią jak w matkę , zresztą Sambra jej nie odstępowała na krok , pilnowała aby nie stała się jej żadna krzywda… To było tym dziwniejsze , że swoje rodzone  szczenięta traktowała troche po macoszemu. Nikt nie chciał uwierzyć , że Sambra nie jest matką Bory ! Bora stała się dopełnieniem Sambry … ona była szczęśliwa , ze ma swoje stado którym może kierować , a Bora miała kogoś kto zapewniał jej opiekę i ochronę….
Po  nagłym odejściu Sambry Bora pogrążyła się w głębokiej depresji…
Nawet po wielu miesiącach pozostawiała puste  miejsce  dla Sambry na kanapie obok mnie .. i nie pomagały żadne zachęty aby się przybliżyła… Miejsce Sambry  wciąż na nią czekało ….
Aż pustkę wypełnił syn Bory , a wnuk Sambry – Homer… który patrzy na mnie ciepłymi oczami Sambry i leży na kanapie dokładnie w tym samym miejscu w którym przed sześcioma laty leżała Sambra…. bardzo blisko mnie...



 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza