piątek, 30 czerwca 2017

O "cudach"




Ledwie  napisałam post odnośnie kompetencji, a raczej jej  braku, a życie dopisało scenariusz, który zjeżył mi włosy na głowie… Osobną sprawą jest  bowiem dopuszczenie do rozrodu osobników  nie posiadających  typowych cech dla  rasy ani płci , a osobną narażanie suki- matki oraz całego miotu  na niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia.
Otóż aby stać się hodowca  w Polsce – powtórzę – wystarczy zarejestrowanie przydomka hodowlanego i posiadanie zwierzęcia, które ma rodowód ZKwP , upór i pieniądze aby zjeździć Polskę wzdłuż i wszerz, aby zrobić uprawnienia hodowlane i o zgrozo!  na dodatek tytuł Championa Polski.
To, czy zwierzę jest warte rozmnożenia, czy hodowca ma jakiekolwiek umiejętności i wiedzę  jest absolutnie sprawą drugorzędna .  Najważniejszy oprócz powyższego jest wysoki stopień infantylizmu przejawiający się ogromną ilościa „ochów” i  „achów” na FB nad cudem, który cudem nie jest, tylko rażącym zaniedbaniem . Ważnym jest rownież posiadanie odpowiedniej liczby „followersów”, którzy przyklasną i zachwycą się cudem polegającym na tym , że hodowca nie sprawdził , czy akcja porodowa została zakończona.  Dla mnie to raczej cud z gatunku tych , które powodują , że pijak wpadnie pod nadjeżdżający pociąg i nic mu się nie stanie …
Na trzeźwo nie jestem w stanie tego cudu zrozumieć ….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz