czwartek, 22 marca 2018

Refleksje po Crufts part 1





  Od kilku lat planowałam wyjazd do Anglii na największą i najbardziej prestiżową wystawę psów rasowych , czyli CRUFTS w Birmingham. Niestety okoliczności zawsze były niesprzyjające – a to brak pieniędzy , a to brak czasu , innym razem choroba psa lub szczenięta w domu.
Tym razem udało się ! Udało się również znaleźć przemiłe towarzystwo na daleką drogę – moja wieloletnia przyjaciółka mogła pojechać ze mną jako pilot.
Jechałam z mieszanymi uczuciami – ktoś kiedyś powiedział: „Po co chcesz jechać na CRUFTS? Tam wygrywają tylko brzydkie psy bliskich znajomych sędziego , rządzą układy i ktoś spoza tego kręgu nie ma szans się przebić ! Wyrzucone pieniądze!”. Jak mawiają – nie przekonasz się na własnej skórze, nie uwierzysz. Pojechałyśmy !
Anglia przywitała nas pięknym słońcem – białe skały Dover lśniły na tle błękitnego nieba. Jakie miłe zaskoczenie po deszczowej Francji , zaśnieżonych drogach Niemiec i Polski .  Z duszą na ramieniu wyruszyłam pod prąd , czyli lewą stroną drogi. Piękne krajobrazy przypominały jako żywo sceny z serialu „Wszystkie zwierzęta małe i duże” – sielskie domki, rozległe pastwiska, kamienne płotki… Widoki kojąco wpłynęły na moje napięte nerwy i szybko przywykłam do odwrotnego ruchu .  Na luzie dojechałyśmy do hotelu, gdzie na parking … wjechałam pod prąd. No cóż – przyzwyczajenie drugą naturą człowieka. 
Oczekując na nasz pokój zwiedziłyśmy piękne okolice hotelu położonego w sielskiej scenerii  parku i rozległych pastwisk.
Wieczorem w pubie miałyśmy przedsmak tego co nas czeka na wystawie następnego dnia. Otóż przy sąsiednim stoliku siedziała sympatyczna rodzina z pieskiem o umaszczeniu biało-czarnym, z przewagą białego. Nie omieszkali pochwalić się , że suczka otrzymała w dniu dzisiejszym zaszczytne drugie miejsce w swojej klasie … a my z koleżanką wciąż nie mogłyśmy dojść co to za rasa. Może to jakaś lokalna  – obstawiałyśmy , nieuznana przez FCI , pies w typie bordera o wąskiej lisiej główce, bez stopu, jasnym oku, uszach whippeta , o wątłym futrze ( gdzieniegdzie sterczało kilka piórek). Przyznam, że obie oniemiałyśmy, gdy dowiedziałyśmy się od dumnych właścicieli, że to właśnie border collie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz