wtorek, 22 listopada 2016

Moje szczenięta




Od dłuższego czasu noszę  się z zamiarem napisania gorzko-słodkiego tekstu o właścicielach szczeniaczków.  Jestem hodowcą od  wielu lat  i choć powinnam przywyknąć , myślę , że nigdy nie pogodzę się w jaki sposób szczenięta znikają z mojego życia. Opowiem wam jak to wygląda , tak po prostu , tak po ludzku.
Moje psy stanowią ważną część mojego życia, są członkami naszej rodziny , są moimi partnerami w zabawie i aktywności fizycznej. Myślę nieskromnie , że wiodą szczęśliwe życie z nami i wybaczają mi te momenty, kiedy jedziemy na wystawy i wychodzimy na ring … Są przecież lepsze sposoby spędzania wolnego czasu gdy jest się psem z człowiekiem. No ale przyzwyczaiły się , że jest praca do wykonania a po zakończonej pracy jest zawsze fajny czas zabawy z dawno niewidzianym rodzeństwem.

      Myślicie, że psy nie pamiętają ?  Owszem pamiętają bardzo dobrze i mnie i swoje rodzeństwo  oraz mamę. To jest podstawowy kod bazowy – to jest zapach, który wchłonęły zaraz po urodzeniu . Pierwszy łyk powietrza, które nabrały w płuca był moim zapachem i zapachem matki. Każde szczenię przychodząc na świat zostało przywitane moimi dłońmi , to ja podaję matce szczenię do wylizania, to ja uwalniam je z błon płodowych i pilnuje aby suka nie przygryzła pępowiny zbyt krotko. I to ja przystawiam szczenię do sutka…  To ja pilnuję aby nie stała się mu żadna krzywda, gdy przychodzą na świat kolejni braciszkowie i siostrzyczki …  
   Przed porodem śpię czujnym snem z suką w jednym pokoju , a w czasie porodu nie śpię wcale , poród może trwać nawet 24 godziny. Nawet jeśli nie ma żadnych komplikacji zostaje w jednym pomieszczeniu z  suką matką i szczeniakami  przez kolejne 10-14 dni. Jak się domyślacie – sen jest raczej krotki i przerywany częstymi popiskiwaniami zagubionych szczeniąt , a to matka skopała kojec zamieniając go w jedną wielką norę , gdzieś pod kupą kocyków zawieruszył się jakiś maluch . I nie zgadniecie – to są dla mnie najpiękniejsze chwile , mimo wyczerpania i permanentnego braku  snu godzinami mogę siedzieć w kojcu i obserwować szczeniaki….
     Czas mija bardzo szybko , maluchy przybierają jak na drożdżach , już po 10 dniach otwierają oczka a w 3 tygodniu już nieporadnie „biegają” . Wciąż jestem z nimi , choć śpię już w swoim łóżku , spędzam ze szczeniętami znakomitą część dnia. 
W międzyczasie dzwonią  potencjalni przyszli właściciele szczeniąt i wówczas muszę  odpowiadać na wiele niemądrych pytań typu : dlaczego tak drogo , a czy spuści pani cenę , a ja mam tylko tyle pieniędzy – czy „pohandlujemy” ???!!!!  Chce mi się krzyczeć , ale uprzejmie odpowiadam na wszelkie najbardziej głupie pytania  również te grubiańskie.  Wracam do szczeniąt i już moje serce się ściska, że niedługo ode mnie odejdą. Ale na razie nie myślę o tym – cieszę się ich obecnością , każdego dnia są coraz większe, coraz bardziej pocieszne i coraz sprawniejsze. 

       I nadchodzi ten dzień – przyjeżdżają pierwsi właściciele . Są różni , ale łączy ich jedno – są ogromnie przejęci i wzruszeni . Ja również . Z trudem powstrzymuje łzy , nie chce wydać się infantylną kretynką , staram się przekazać jak najwięcej merytorycznych informacji … ale wiadomo, że w emocjach można o czymś zapomnieć – wręczam książeczkę ze wszystkimi informacjami.  Czy myślicie, że ktoś przeczyta ??? Na palcach jednej ręki mogę policzyć tych , którzy choć raz przeczytali … a nie wiem czy są tacy, którzy przeczytali po raz kolejny albo zastosowali się do moich sugestii dotyczących wychowania , higieny …   Pośród zamieszania – szczeniak , radosny i wesoły w ferworze zabawy… I nagle moje ramiona - do tej pory oaza bezpieczeństwa i  spokoju chwytają go i oddają obcej osobie … Widzę jego oczy , gdy  oddala się do samochodu , jego strach ,niedowierzanie i rozpacz…  Sama rozpadam się na milion kawałków , ale po chwili pocieszam się – pojechał do wspaniałego domu , ludzie obiecali , że będą przyjeżdżać, będziemy się spotykać , na pewno zadzwonią… Mija kilka godzin , obliczam – na pewno już powinni być na miejscu, ale telefon milczy …  Dzwonie następnego dnia … A tak , wszystko w porządku , zapomnieliśmy zadzwonić , do usłyszenia …!!! Dzwonie jeszcze kilka razy, ale już czuje , że przeszkadzam , że druga strona nie wie o co mi właściwie chodzi … A zdjęcie ? Owszem , przyślemy niebawem. Po kilku miesiącach nalegam na zdjęcie , dostaje  niewyraźne , na pytanie ile waży psiak pada jakaś niewiarygodna odpowiedz …  Po roku kontakty – inicjowane przede wszystkim przeze mnie – urywają się i tylko czasem , gdy pies zachoruje lub  zacznie sprawiać problemy ktoś do mnie zadzwoni  i zażąda natychmiastowego  rozwiązania problemu  . I znów staram się uprzejmie udzielić odpowiedzi , choć nie jestem weterynarzem , a to że pies zachorował po dwóch latach – niestety może się zdarzyć  każdemu.  Staram się dociec przyczyny kłopotliwego zachowania psa , choć na 100% wiem , że ani na szkolenie psa ani na przeczytanie mojego poradnika dla szczeniaka nie starczyło właścicielom czasu  .
               W skrajnych przypadkach – właściciele szczeniaka już w trakcie odbioru są obrażeni i nastawieni na nie jak ci Państwo , którzy chcieli psa na wystawy , ale bardzo się zdziwili , że nie mogą wybrać  sobie psa spośród biegających  szczeniąt . Byli rozczarowani , że wybrałam dla nich tego  psa , a przecież napisali , że podoba im się inny … ze zdjęcia. Niestety  tamten nie mógł być przeznaczony na wystawy , ale Państwo poczuli się oszukani … tamten piesek został wcześniej wydany  i nie mogli się o tym przekonać na własne oczy. Zabrali  swojego szczeniaka ze słowami     „ To nie tak miało być …” ale jak miało być to już nie wyjaśnili … Widocznie chcieli wybrać szczenię jak jabłko z kosza , to nic że nie mieli pojęcia o rasie ani o wymaganiach na wystawy … poczuli się oszukani i już. Konsekwentnie unikali kontaktu ze mną, po przeprowadzce do nowego domu nie zostawili  ani adresu ani telefonu.
  Pies wybrany przeze mnie  zdobył  Championaty większości krajów europejskich, na ponad 100 wystawach wygrał niemal wszystko…. Ja zostałam ukarana brakiem kontaktu , jedyne zdjęcie psa , które mam zrobiłam sama ukradkiem na wystawie … Pan udawał, że mnie nie zna.
Historia dopisała zaskakujące zakończenie – po wielu latach spotkaliśmy się przypadkowo na wystawie zagranicznej  , wiedziałam , że mój pies nie żyje – dowiedziałam się od przyjaciół.  Państwo byli z nowym rodezjanem  kupionym zagranicą.  Pies był mocno przeciętnej urody , ale za to nieprzeciętnie nadpobudliwy. Tarmosił nieprzytomnie swoim właścicielem w ringu , aż żal było patrzeć… Po chwili milczenia Pan sam do mnie podszedł i powiedział o śmierci starego psa … i cicho dodał , że to był wspaniały pies i drugiego takiego nie będzie miał na pewno…..

       Bardzo dużą niesprawiedliwością byłoby twierdzić  , że większość właścicieli jest taka jak powyżej opisane przypadki.  Na szczęście znakomita większość właścicieli naszych szczeniąt utrzymuje z nami kontakt, przyjeżdża na spacery , spędzamy razem wolny czas i wakacje. Czuję się tak jakby nasza psio-ludzka rodzina powiększyła się . A psy .. właśnie a psy cieszą się ogromnie z tych spotkań , całują mnie na dzień dobry , szaleja z matką , braćmi i siostrami … i jest tak jakby nie widzieli się raptem od wczoraj  a nie od roku lub wielu miesięcy….
I wam kochani dziękuje po wielekroć , za waszą przyjaźń , za waszą miłość do moich psów… Bo ja będę je kochać zawsze .
Każde szczenię ma swoje miejsce w moim sercu … nawet gdy już odejdzie z tego świata .

7 komentarzy:

  1. Pani Renatko zabrakło mi słów,c czytając z zapartym tchem łzy plyna mi po policzkach, wróciły mi wspomnienia bo dokładnie opisała Pani mój czas kiedy u mnie przychodziły malenstwa moich suczek. Piekne slowa💗💗💗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My hodowcy wiemy jaka to trauma oddać szczenie obcym ludziom ... za każdym razem czuję się tak jakbym oddawała własne dziecko ....

      Usuń
  2. Szanowna Pani...
    Mam cudowną suczkę. Nie z hodowli, panu zdarzyła się "wpadka", podejrzewam, że przeoczył on moment cieczki u suni. I choć kontakt z Panem był wspaniały, po wybraniu szczeniaka, odwiedzaliśmy maluchy i Pana dwukrotnie, po odebraniu małej - Pan umilkł. Ja regularnie wysyłam maile, opatrzone w zdjęcia rosnącej szybko suni, opisuję jej przygody... nie ma odpowiedzi. Czyli mam odwrotną sytuację, jaką opisała Pani, aczkolwiek.. ślę maile i zdjęcia dalej, w nadziei, że nawet jeśli pan nie odpisze - może uśmiechnie się, że jeden szkrab ma naprawdę cudowne życie :)
    Moim marzeniem jest mieć własną hodowlę w przyszłości a to czego obawiam się najbardziej - opisała Pani w tym poście. Obawiam się nikłej odpowiedzialności u ludzi, którzy psy zabierają. Jakiegoś takiego ogólnego odczucia, że ludzie powinni dostawać psa w wersji instant, skoro za niego płacą. A nie biorą pod uwagę tego wszystkiego co Pani opisała, czyli tych nieprzespanych nocy, tego serca włożonego w każdego malucha, który przychodzi u Pani na świat.
    Zatem - to ważne co Pani napisała, ale mam silne poczucie, że Polacy tkwią w średniowieczu jeżeli chodzi o psiaki, widzę to na każdym spacerze. Proszę się jednak nie poddawać, to ważne co Pani robi, a jak sama Pani napisała - psy pamiętają :)
    Życzę powodzenia :) Proszę uściskać swoje rozkosze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem bywa na odwrót... czasem przypadkowy hodowca unika kontaktu z właścicielem szczeniaka, czasem "chodofca" oszukuje i celowo wprowadza w błąd... bywa i tak. Życzę pani powodzenia w realizacji planu i zdradzę "tajemnice" ;)
      Podstawa dobrej hodowli jest dobra suka hodowlana zakupiona w dobrej hodowli ... i to jest 80% sukcesu na początek!

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Wszystkie przykłady zachowań nowych właścicieli, które spędzają sen z oczu Renaty i innych prawdziwych miłośników zwierząt to przede wszystkim wynik - co tu dużo kryć - braku kultury. Czy to przypadek, że w obiegu funkcjonują określenia: "psu na budę", "pieskie życie" etc. W tym kraju nie szanuje się zwierząt, a psów w szczególności, traktując je jak użytkowe przedmioty. Mają dla ludzi wartość o tyle o ile są użyteczne. Prawo chroniące zwierzęta jest w tym kraju właściwie martwe. Zupełnie inaczej wygląda, choćby urlop z psem w cywilizowanym świecie. Myślę, że pozytywne zmiany choć z przejściowymi kłopotami, są nieuchronne. Będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo celny komentarz - prawo w Polsce traktuje psy jak przedmiot a nie podmiot . Z kulturą jest jeszcze gorzej... Nie tylko w kwestii psiej ...
      Mam nadzieję , że będzie lepiej ....

      Usuń